Zarobki prezesa Enei w zwykłych okolicznościach nie stanowiłyby łakomego kąska dla dziennikarzy. Ani one najwyższe na tle menedżmentu dużych firm w Polsce, ani specjalnie kontrowersyjne, skoro zgodziła się na nie rada nadzorcza, a akcjonariusze nie protestują.
Archive for the ‘rachunkowość’ Category
Piasecki: Po piętrach absurdu kominowej ustawy
czwartek, Lipiec 28th, 2011BZ WBK idzie w consumer finance
czwartek, Lipiec 28th, 2011Po pierwszym kwartale pod rządami Santandera BZ WBK poprawia wyniki i zapowiada sprzedaż nowych produktów.
Piasecki: Dobra jakość to sposób na przetrwanie małych sklepów
czwartek, Lipiec 28th, 2011To nieprawda, że wielkie sieci przez swą ekspansywność zabijają rodzimy handel. Jeśli w sklepie za rogiem będą świeże warzywa i dobre pieczywo, klienci kupią je właśnie tam. A w dyskoncie
Kontrola upraw kontra rosyjskie embargo
czwartek, Lipiec 28th, 2011Ministerstwo Rolnictwa chce zmienić system eksportu warzyw i owoców na Wschód.
Stworzyć i utrzymać lojalną bazę
czwartek, Lipiec 28th, 2011Zgodnie z badaniami Shop.org średni koszt wygenerowania zamówienia z e-mail marketingu wynosi 6,85 dolara. Dla porównania – w przypadku płatnych reklam w wyszukiwarkach ten koszt wynosi ponad 19 dolarów. Wynik tych badań oraz przykłady bardzo skutecznych kampanii (patrz case study) są najlepszym argumentem, że wykorzystanie e-mail marketingu w naszym biznesie opłaca się. Jest jednak warunek, który koniecznie musimy spełnić chcąc osiągnąć dobre wyniki w tych działaniach. Nasz e-mail marketing musi bazować na koncepcji permission marketingu, czyli marketingu za przyzwoleniem. W praktyce oznacza to, że musimy posiadać własną, dobrze zbudowaną i dobrze zarządzaną bazę adresową.
Droga do zdobycia subskrybenta
Budując bazę, zbieraj e-maile w modelu double opt-in, co oznacza, że każdy zapis potwierdzamy wysłaniem e‑maila aktywacyjnego na daną skrzynkę pocztową i dopiero po kliknięciu w link taki adres dodajemy do naszej bazy. Należy też postarać się uzyskać zgodę na przetwarzanie danych osobowych – taki e‑mail może być daną osobową, więc lepiej od razu go tak traktować – a także zgodę na przesyłanie informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej. Osobiście jestem przeciwnikiem zbyt długich formułek prawnych na stronach, gdzie zbieramy dane. Preferuję umieszczanie ich w mailu aktywacyjnym, który i tak będziemy wysyłać do zainteresowanego subskrybenta. Oczywiście o kwestiach formalnych można byłoby jeszcze sporo napisać, ale teraz skupię się na tym, jak namówić potencjalnego subsubskrybenta do zostawienia swojego adresu.
Pierwszym, najważniejszym miejscem na pozyskanie adresów e-mail do bazy jest własna strona internetowa. Co więcej, większość działań, jakie prowadzą marketerzy w internecie, polega na wygenerowaniu ruchu na stronę. Niestety, rachunek prawdopodobieństwa mówi, że 80 proc. osób, które wejdzie na naszą stronę, już na nią nie wróci, dlatego tak ważne jest pozyskanie od nich adresu e-mail. Dzięki temu będziemy mogli regularnie się z nimi komunikować, a przez to lojalizować ich względem naszej marki (zgodnie z badaniami firmy Epsilon 44 proc. respondentów czuje więź z markami, które komunikują się z nimi za pomocą e-mail marketingu).
Tworząc formularz zapisu do newslettera, warto pamiętać o kilku zasadach. Przede wszystkim formularz ten powinien być na każdej podstronie naszego serwisu (osoby odwiedzające stronę z wyników organicznych Google’a niekoniecznie trafią na stronę główną). Co więcej, formularz ten powinien być od razu widoczny i zawierać pola gotowe do uzupełnienia, a nie wymagać przejścia na kolejną stronę.
Dobrą praktyką jest poinformowanie, jak często i co będziemy przesyłać do naszych odbiorców. Od samego początku załóżmy, że chcemy im przesyłać wartość dodaną, a nie tylko komunikaty o nowych produktach. Pytanie, co rozumiemy przez wartość dodaną? To wszystko zależy od naszej specyfiki. Dla jednych będą to informacje o rabatach, wyprzedażach i ofertach last minute, dla innych będzie to newsetter edukujący rynek, który w praktyce nic nie sprzedaje. Z badań prowadzonych przez firmę FreshMail wynika, że tego typu komunikacja – edukacyjna – dużo bardziej przywiązuje do marki i buduje do niej zaufanie.
Jakie dane zbierać?
Duża część marketerów wychodzi z założenia, że im więcej danych pozyskamy, tym lepiej. Niestety, im więcej danych chcemy pozyskać, tym mniej osób chce je nam podać. Dlatego ograniczyłbym się do pozyskania adresu e-mail oraz imienia. Mając imię naszego odbiorcy, łatwo możemy rozpoznać, jakiej jest płci, a także możemy wykorzystać je w personalizacji naszych wiadomości – większość osób lubi, gdy zwracamy się do nich po imieniu. Z badań firmy FreshMail wynika, że personalizacja może zwiększyć nasze wskaźniki kampanii prawie o 300 proc., dlatego nigdy nie wolno o tym zapomnieć. Resztę danych, które marketerowi są potrzebne do prowadzenia efektywnej komunikacji, możemy pozyskać w mniej inwazyjny sposób, wykrzystując targetowania i segmentowania behawioralne. Systemy do e-mail marketingu bardzo dokładnie wiedzą, co odbiorcy robią z naszymi e‑mailami – które otwierają, w co klikają, a w co nie – dzięki temu możemy w łatwy sposób tworzyć segmenty w bazie danych i jeszcze lepiej dostosować przesyłaną treść do naszych odbiorców, co w konsekwencji jeszcze bardziej przywiąże ich do naszej marki.
Czasami tworząc zapis do newslettera warto dać jakiś bonus, który zachęci odwiedzających stronę do pozostawienia swojego adresu. Takim bonusem może być na przykład dostęp do raportu, który przygotowała nasza firma, do treści premium (niedostępnej dla innych użytkowników witryny) lub po prostu kupon rabatowy. Jeżeli stosujemy taką metodę, możemy spróbować zastosować ją w połączeniu z bardzo agresywną, choć w niektórych modelach działającą wyśmienicie metodą. Jest nią umieszczenie pop-up’u, który zaraz po wejściu na stronę www będzie zachęcał do zapisu do newslettera. Tego typu działanie wymaga od marketera, aby bardzo wyraźnie podkreślić benefity wynikające z zapisu do newslettera.
Tworząc pop-up, warto także ustawić odpowiednio capping, tak aby nasza reklama zbytnio nie irytowała poszczególnych użytkowników serwisu. Co do zasady dwukrotne wyświetlenie prośby o zapis może spowodować dwa typy reakcji. Pierwszą, przez nas pożądaną, jest pozostawienie adresu e-mail, drugą może być zniechęcenie odbiorcy. Musimy mieć to na uwadze, decydując się na ten model tworzenia bazy subskrybentów.
Ostatnią rzeczą, o której nigdy nie można zapominać, jest przygotowanie ładnej strony „thank you page”, która wyświetli się po potwierdzeniu rejestracji. Warto na niej podziękować naszemu nowemu subskrybentowi za zaufanie, powiedzieć o tym, że jego dane są bezpieczne i nie będą nikomu udostępniane, a także poprosić o dodane adresu, z którego będziemy prowadzić komunikację do skrzynki kontaktowej. Pozwoli nam to uniknąć części zabezpieczeń antyspamowych.
Higiena bazy
Mając bazę, musimy cały czas o nią dbać, tak, aby przynosiła nam zamierzone efekty. Działania te możemy podzielić na dwa typy. Po pierwsze, musimy dbać o higienę naszej bazy danych, czyli na bieżąco usuwać adresy, które odbijają, a także stosować automatyczny link do wypisu z naszej listy subskrypcyjnej. Dzięki temu nasze wskaźniki będą lepsze, a jednocześnie nie będziemy denerwować nie zainteresowanych naszą wiadomością. Warto także spytać, czemu ktoś rezygnuje z naszego newslettera. Z badań FreshMaila wynika, że najczęstszym powodem rezygnacji jest zbyt częsta komunikacja lub przesyłanie niewartościowych treści – należy zatem zawsze utrzymywać równowagę między ilością i jakością.
Dbając o higienę bazy danych, warto jeszcze pamiętać o tym, jak często na dany adres będziemy wysyłać wiadomości. Problem ten staje się poważny, gdy zaczynamy segmentować bazę na grupy i następnie jednego dnia wysyłamy do każdej z nich komunikat. Warto ustawić w naszym systemie do e-mail marketingu zabezpieczenie, które nie pozwoli wysłać więcej niż jedną kampanię w ciągu jednego dnia do naszego odbiorcy.
Śledzenie efektów
Druga kwestia dotycząca dbania o bazę danych polega na mierzeniu i analizowaniu zachowań naszych odbiorców. Oczywiście można o tym napisać niejeden artykuł, jednak do najważniejszych kwestii należy sprawdzenie, kiedy i co przesyłać naszym subskrybentom. Po pierwsze, określenie, jaki dzień tygodnia jest odpowiedni dla twoich odbiorców, po drugie, jaka pora dnia jest na to najlepsza. Optymalizację taką możemy zrobić następująco – naszą bazę danych lub jej segment dzielimy na 5 lub 7 równych części. Każdej z nich przyporządkowujemy dzień tygodnia. Następnie tę samą kampanię wysyłamy do każdej z części, w kolejne dni tygodnia. Po wysłaniu całości możemy porównać statystyki z poszczególnych dni i zobaczyć, w którym mieliśmy największą skuteczność. Skoro znamy już dzień – możemy również analogiczny test przeprowadzić w oparciu o porę dnia, ustalając, jaka jest najbardziej efektywna dla naszych działań. Oczywiście taka optymalizacja jest pracochłonna, ale z doświadczenia wiemy, że w niektórych przypadkach różnica pomiędzy poszczególnymi dniami może być nawet przeszło dwukrotna. Możemy sobie również ułatwić zadanie korzystając z systemu do obsługi e‑mail marketingu, który wykona cały test za nas. Warto przy tej okazji sprawdzić także, kiedy nasza konkurencja wysyła swoje newslettery i starać się zawsze być o krok przed nią.
Dzięki zastosowaniu testów A/B możemy w łatwy i automatyczny sposób sprawdzić, jaka kreacja (jak długa, z jakimi przyciskami call to action itd.), jaki temat oraz nadawca są dla naszych odbiorców najbardziej atrakcyjne. Warto pamiętać o tych testach, gdyż różnice pomiędzy dwoma tematami mogą sięgać nawet kilku punktów procentowych.
Warto także przy zarządzaniu bazą danych wykorzystać segmentację w oparciu o lojalność. W praktyce oznacza to, że tworzymy grupę, która na przykład otworzyła w sumie 80 proc. wszystkich wysłanych kampanii. W przypadku takiej grupy nie powinniśmy zmieniać niczego w naszej komunikacji, a być może nawet pomyśleć o nagrodzeniu jakimś bonusem za lojalność. Możemy także stworzyć grupę, która otworzyła od 0 do 30 proc. wysłanych kampanii. Taka grupa może nawet zawierać 60 proc. naszych subskrybentów. Znając ich, możemy raz jeszcze spróbować zoptymalizować czas wysyłki, treść, częstotliwość itd. Z doświadczenia firmy FreshMail wiem, że ok. połowa takiej grupy da się niewielkim nakładem pracy zaktywizować.
źródło: Stworzyć i utrzymać lojalną bazę
Stereotyp marki. Strategia jako plan zmiany postrzegania marki
czwartek, Lipiec 28th, 2011Powyższe żarty na temat samochodów marki Skoda jeszcze nie tak dawno unaoczniały stereotypy, z którymi marka ta była kojarzona. I musiała się z nimi zmierzyć w momencie podjęcia decyzji o rewitalizacji marki tej marki przez koncern VW. Jeszcze kilkanaście lat temu kupno Skody było obciachem. Jednak już w 1996 roku w rankingu zadowolenia klientów brytyjskich J.D. Powers Skoda była najwyżej sklasyfikowaną marką europejską!Zresztą i u nas marka ta po raz kolejny staje się hitem sprzedażowym, również wśród klientów firmowych. Skoda Octavia zwłaszcza. Wygodny, naprawdę dobrze wyglądający samochód, który świetnie wypełnia niszę pomiędzy segmentem Ford Focus, Opel Astra, C4, czy Renault Megane a półką marek wyższych, analogicznie według wymienionych producentów: Mondeo, Insignia, C5 i Laguna. Wspomniana rewitalizacja marki Skoda jest doskonałym przykładem na zobrazowanie wielu ważnych kwestii związanych z zarządzaniem strategicznym marką, której naleciałości i stereotypy stały się nie lada wyzwaniem przed specjalistami od marketingu, którzy podjęli się wskrzeszenia i zbudowania marki Skoda na nowo.
Jeśli chcemy wskrzesić jakąś markę to w pierwszej kolejności należy bardzo precyzyjnie zbadać jak została zapamiętana i z czym jest / była kojarzona oraz w jakiej grupie konsumentów najsilniej jest pamiętana. Analiza rynkowa, która pozwoli nam oszacować wartość i potencjał marki, jej konotacje, ale także siłę nabywczą wśród różnych grup docelowych pozwolą oszacować jak wiele i co konkretnie trzeba zrobić, aby odbudowa marki na rynku przyniosła oczekiwane rezultaty. W przypadku marki Frugo, która jest obecnie reaktywowana należy szczególną uwagę zwrócić na różnice rynkowe – rynek napojów zmienił się przez ostatnie 10 lat diametralnie, przez co marka ta musi stworzyć już zupełnie nową ofertę. Większa i szersza konkurencja, inni konsumenci, o wiele trudniejsze możliwości wyrożnienia oferty na rynku.
Z markami, które są wskrzeszane producenci wiążą na ogół bardzo duże perspektywy, ale bardzo szybko się przekonują, że efekty będą widoczne tylko wtedy, kiedy tak naprawdę stworzy się nową markę, bazując na jej sile: znajomości, rozpoznawalności i jako takim postrzeganiem, czasem sympatią konsumencką. Jeden z tygodników przedstawił ostatnio listę znanych, globalnych marek, które w najbliższym czasie ujrzymy na nowo. Są wśród nich takie tuzy, jak: komputer Commodore, rower “Wigry”, motocykl “eMZeta”. Zresztą w tym samym artykule znani celebryci wspominali swoje ulubione marki, których im brakuje, wymieniając: gumę Donald, gumę Turbo, aparat Zenit, samochód Syrena, komputer Amiga, rower BMX, sklepy Pewex, buty Sofix. Gdyby którąś z tych marek chcieć teraz wypromować na nowo, marki te spotkałyby się z zupełnie innymi realiami. Owszem sentyment mamy do tych produktów spory, ale czy poszłyby za tym chęci zakupowe, to już inna bajka.
Marki, które rewitalizujemy, owszem, mogą a nawet muszą w jakiś sposób nawiązywać do swojego kultu sprzed nastu, czy dziesiątek lat. Ale muszą zostać tak skonstruowane w swojej nowej postaci, aby zainteresować nimi również rzeszę konsumentów, którzy decyzję podejmą bez odwoływania się do przeszłości. Spójrzmy na markę samochodową “Mini” lub przebój Fiata, model “500”. To tak naprawdę zupełnie nowe, stare samochody. Nawiązują do przeszłości, ale zostały odziane w szaty teraźniejszości i bazują na łączeniu emocji sprzed lat, a jednocześnie zaspokajaniu obecnych potrzeb klienckich.
Marki są najbardziej wartościowymi aktywami firm. Postrzeganie marki przez konsumentów, indywidualna i subiektywna ocena ich wartości (użytkowna i emocjalna) są prawdziwymi wyznacznikami wartości marki na rynku. Wartości w znaczeniu siły do konkurowania z innymi produktami o względy kupujących. Wspomniana Skoda konsekwetnie buduje nowy image, pozycjonując przy tym markę w sposób tyle efektywny (model Yeti), co skuteczny i pragmatyczny sprzedażowo (modele Fabia i Octavia). Dzięki temu marka ta zyskała bardzo mocną pozycję nie tylko na polskich rynkach. Najbardziej w oczach konsumentów zyskała wartość użytkowa: rozsądna cena, nowoczesne silniki oraz bardzo dobrze rozbudowana sieć serwisowa. Wszystko to skłania rzesze konsumentów do coraz częstszego rozważania decyzji zakupowej tej właśnie marki. O obciachu w wypadku tej skutecznie zrewitalizowanej marki nie ma już mowy. Choć w przypadku Skody postanowiono stworzyć zupełnie nową markę, której ostatni symbol – logo, również po latach doczekało się rebrandingu.
Myśląc strategicznie o przywróceniu do życia znanej niegdyś marki warto rozważyć nawet tak drastyczne posunięcie, jak całowita jej zmiana. Przez ostatnie naście lat rynek bardzo się nasycił niemal w każdej kategorii, co stawia wszystkich producentów, nawet właścicieli popularnych ale uspanych marek, w trudnej sytuacji wyjściowej. Myśląc o reaktywowaniu marki należy podejść do tego w taki sam sposób, w jaki podchodzi się do stworzenia nowego brandu. Należy skupić się na zbudowaniu oferty wartości. Odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania, które wiążą się z zasadnością powstania lub przywołanie marki na rynek ponownie. Ważne zatem będą takie informacje – taka wiedza, jak: definicja rynku, segmentacja rynku, atrakcyjność rynku, potencjał do wyróżnienia się i zbudowania trwałej przewagi rynkowej, potencjał do określenia oryginalnej misji marki, pozycjonowanie marki, główne aktywa marki, świadomość, rozpoznawalność i aktywności marek konkurencyjnych. Niestety nastały czasy, kiedy zdecydowanie lepiej być pierwszą marką w umyśle klienta, aniżeli w jego kieszeni. Stąd konieczna jest doskonała orientacja rynkowa. Tylko ona gwarantuje sukces w rewitalizacji marki. Sama popularność sprzed lat nie wystarczy na osiągnięcie wysokiej sprzedaży.
Artykuł został zainspirowany publikacją autorstwa Nigel Piercy, Stanley Slater, Gordon Greenlay, David W. Cravens, “Market-Driven Strategic Management”.
źródło: Stereotyp marki. Strategia jako plan zmiany postrzegania marki
Giełda (na razie) tylko dla odważnych
czwartek, Lipiec 28th, 2011Nerwowa sytuacja na rynkach nie zachęca do inwestycji w akcje. Lepiej przeczekać bessę, a oszczędności zabezpieczyć tylko przed inflacją.
Gospodarkę ciągną inwestycje publiczne
czwartek, Lipiec 28th, 2011Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury, informujący o przyszłych tendencjach w gospodarce, w lipcu 2011 roku wzrósł zaledwie o 1 punkt w stosunku do ubiegłego miesiąca i osiągnął 144 punkty
Cypr podąża śladem Grecji
czwartek, Lipiec 28th, 2011Następny kraj południa Europy ma problemy. Agencja ratingowa Moody
Nordea: Nie wycofujemy się z polisolokat
czwartek, Lipiec 28th, 2011Łopalewski: Wzrosty sprzedaży są większe, niż zakładaliśmy. Dyskusja o emeryturach i zmianach w OFE wpłynęła na świadomość klientów. To powoduje, że coraz chętniej sięgają po produkty umożliwiające systematyczne oszczędzanie.